Ostatnie dni lipca 1944 r. w Warszawie we wspomnieniach pułkownika Jana Rzepeckiego

Strona Główna » Historia »  Warszawiacy » Ostatnie dni lipca 1944 r. w Warszawie we wspomnieniach pułkownika Jana Rzepeckiego

Przez Warszawę ciągną oddziały rozbitej na wschodzie armii niemieckiej, źródło: L. Bartelski, T. Bukowski, Warszawa w dniach powstania 1944, Warszawa 1980

 

Mateusz Szczepaniak, redaktor naczelny

Jan Rzepecki (1899-1983) - pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, historyk wojskowości, szef Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej, odznaczony Orderem Orła Białego i Virtuti Militari, więziony po wojnie za działalność konspiracyjną. W 1979 r. w 30 numerze Tygodnika Powszechnego ukazały się jego wspomnienia z okresu Powstania Warszawskiego. Poniżej ciekawe fragmenty, dot. ostatnich dni lipca 1944 roku w Warszawie, w których zawarte są osobiste przeżycia autora.
 

"Kto miał w domu utajony odbiornik radiowy, to już wieczorem w czwartek 20 VII 1944 r. dowiedział się o nieudanym zamachu na życie Hitlera. Potwierdziły to nazajutrz poranne gazety niemieckie. Fakt ten zelektryzował nas wszystkich. Oczekiwało się wielkich wydarzeń, bo 18 VII ruszyła nowa wielka ofensywa sowiecka na Ukrainie i Białej Rusi. W tym okresie miałem dwa razy w tygodniu spotkania w KG AK, w czwartki i wtorki, więc na głębsze zorientowanie się w położeniu mogłem liczyć dopiero we wtorek, a właśnie w dniach 21-24 VII w KG AK zachodziły wydarzenia rozstrzygające o losach nas wszystkich (...)

22 VII 1944 r. w Warszawie była widoczna na zewnątrz intensywna, ale planowa ewakuacja personelu urzędów i magazynów niemieckich. Mówiono o paleniu akt w urzędach. Z godziny na godzinę wzrastało zrozumiałe podniecenie społeczeństwa polskiego (...)

   W BIP odbywaliśmy (22 VII) zwykłą sobotnią odprawę z szefami stołecznego i wojewódzkiego BIP i z redaktorem >Biuletynu Informacyjnego<. Ocena położenia doprowadziła nas do decyzji wydania zmniejszonego do 4 stron numeru >BI< już w poniedziałek (24 VII), zamiast we czwartek (27 VII), ale tylko dla Warszawy i województwa warszawskiego, gdyż nie można było zaimprowizować kolportażu do dalszych okręgów. Rozporządzaliśmy wówczas już tylko jedną, niewielką drukarnią (nr 3, na ul. Dobrej). Dla zwiększenia nakładu numer miał być odbity na dwóch zainstalowanych tam niewielkich maszynach.

   Byłem włączony do specjalnej alarmowej sieci łączności kierownictwa. W dniach 21, 22, 23, 24 lipca nie byłem jednak wzywany na żadne zebranie. Nie wiedziałem nic o decyzjach powziętych 21 VII i obradach z Delegatem i Komisją Główną Rady Jedności Narodowej (...)

   W BIP w niedzielę nie odbywaliśmy zwykle żadnych zebrań służbowych, choćby dlatego, że przy okupacyjnej ciasnocie - my na niższych szczeblach - korzystaliśmy zwykle w tym celu z mieszkań osób pracujących poza domem. W jedynym moim lokalu >czynnym cały tydzień< - sekretariacie, przyjmowałem tylko osoby z najbliższego otoczenia służbowego. Niedzielę poświęcałem więc na pracę osobistą i kontakty prywatne. W niedzielę, 23 lipca było na co patrzeć na ulicach Warszawy. Ewakuacja administracji niemieckiej przybrała formy paniczne. Przestała wychodzić prasa, zamknięto pocztę, uciekało Gestapo. Tego dnia warszawiacy z radością mogli obserwować odwrót resztek rozbitych wojsk. W tłumach obserwujących tę trzydniową już pielgrzymkę, słyszało się ciągle pytanie: >...na co my jeszcze czekamy?< (znajomi stawiali je w drugiej osobie).

(...) We wtorek, 26 lipca, spiesząc się na godz. 9.00 na zwykłe tygodniowe zebranie, tym razem na ul. Tamka 13, spodziewałem się tam dowiedzieć jakie ważne fakty spowodowały wydarzenia obserwowane przez nas w ciągu ostatnich kilku dni. Przed rozstaniem się z sekretarką, która niosła potrzebne mi na zebraniu notatki i dokumenty, zarządziłem, by na godz. 12.00 na wyznaczony w pobliżu punkt dostarczono mi nie tylko, jak zwykle, najświeższy nasz >Dziennik Radiowy<, ale także najświeższe wiadomości z miasta. W miejscu zebrania zastałem już generałów Komorowskiego, Pełczyńskiego i Okulickiego (...)

Jeden z pierwszych zabrałem głos. To, co powiedziałem, brzmiało w skrócie tak:

   - widzę bliskość nieuchronnej walki o Warszawę, na co czekamy od 1940 r.;

   - każdy dzień może przynieść konieczność podjęcia jej, trudność podjęcia tej decyzji polega na tym, że może to się stać o dzień za wcześnie lub za późno;

   - jeżeli podejmiemy walkę za wcześnie, to będziemy musieli toczyć ją dłużej, ale jeśli Armia Czerwona opanuje Warszawę bez naszego udziału, to będzie gorzej ze względów politycznych.

(...)  

Na odprawie KG w czwartek, 27 lipca, mieliśmy już wiadomość, że Armia Czerwona zajęła Stanisławów i Lwów, bez oporu przekroczyła Wisłę w pobliżu Pilicy oraz zajęła Garwolin (...) przez Warszawę przeszła już na wschód [dywizja - red.] - >Herman Göring<, zaś do rejonu Wilanów-Piaseczno nadeszły wycofane z frontu wojska węgierskie, a na przyczółku warszawskim gromadzi się 73. dywizja niemiecka.

   Po wymianie wszystkich ważnych informacji oceniono, że położenie nie dojrzało do żadnej nowej decyzji (...)

   28 lipca zebranie nasze na ul. Pańskiej 35 rozpoczęło się (jak poprzednie) od wymiany najważniejszych wiadomości o położeniu. Mówiły one o dalszych klęskach niemieckich na froncie wschodnim (...)

   Niektórzy uczestnicy naszego porannego spotkania na ul. Pańskiej mieli trudności z wydostaniem się z domu, bowiem brama była zablokowana przez uzbrojonych AK-owców, zebranych tam w następstwie alarmowego rozkazu >Montera<, zarządzającego stan ostrego pogotowia oddziałów (...)

   29 lipca zza Wisły dochodziły coraz głośniejsze oznaki toczącej się tam bitwy, nikt w mieście nie wątpił, że front dotarł do Pragi i że lada godzina rozpęta się walka o Warszawę, ale wynik tej bitwy nie był jeszcze jasny (...)

   Wcześnie rano zostałem zaalarmowany wiadomością, że na jeden z moich lokali (na Złotej 55) zostanie o godz. 9.00 przyprowadzony zabiegający o pilną rozmowę ze mną tzw. >generał Skała< (mjr. Piękoś) z PAL. Ze względu na powagę sytuacji pośpieszyłem na to spotkanie, zaproponowane niestosowną u nas drogą: przez gospodynię lokalu! >Generał< był już >pod gazem<, a zaproponował mi w imieniu PAL uzgodnienie współdziałania w zbliżającej się nieuchronnej walce w Warszawie. Obiecałem dać mu odpowiedź w tym samym miejscu o godz. 13 i pośpieszyłem na odprawę w Komendzie Głównej. Analiza położenia doprowadziła do ustalenia, że nie ma podstaw do podejmowania walki jutro. Kiedy zaś zgłosiłem propozycję >gen. Skały<, otrzymałem formalny zakaz ponownego skontaktowania się z nimi: po wczorajszej odezwie Skokowskiego podejrzewano możliwość wszelkich podstępów.

(...)

30 VII prasa okupacyjna przestała wychodzić, natomiast kolportaż naszej odbywał się prawie jawnie, do czego zaangażowano wielu małych gazeciarzy.

(...) 31 lipca Niemcy zarządzili przyśpieszenie zakazu ruchu ulicznego (>godzina policyjna<) z godz. 21.00 na 20.00. W związku z tą zmianą, idąc ok. godz. 19.00 z mojego lokalu służbowego (Polna 48 D) na nocleg do cichego pokoju (ulica Wielka 5) spotkałem na rogu Pięknej gen. Okulickiego, który widocznie też miał nocować gdzieś blisko. Zaskoczył mnie on wiadomością, że popołudniu zapadła decyzja podjęcia walki już nazajutrz (1.VIII) o godzinie 17.00".

| 18 lipca | 22:23

       

© Copyright Mateusz Szczepaniak · naszaStolica.waw.pl · Historia · | O mnie, o stronie | Kontakt | Sąsiedzi | Źródła |