Powojenne powroty

Strona Główna » Historia » Epoka po epoce » Powojenne powroty

Samotny człowiek wśród morza warszawskich gruzów, źródło: "MDM-Marszałkowska 1730-54" S. Jankowski

 

Warszawę odbudowano po zniszczeniach II wojny światowej, dzięki niezłomnej postawie Jej mieszkańców. Przebywali setki kilometrów, by powrócić w ruiny swego miasta i zamieszkać w gruzowisku. Bez dachu nad głową, bez kropli wody i iskry ognia, zaczynali życie od podstaw. Wśród pogorzelisk, jako pierwsi rozpoczęli odbudowę Stolicy Polski, wstawiając drzwi w ocalałe futryny. To oni tchnęli życie w zniszczoną Warszawę.
 

Od czasu kapitulacji Powstania Warszawskiego 3 października 1944, do 17 stycznia 1945, czyli chwili wyzwolenia miasta od terroru hitlerowskiego, w ruinach Warszawy z narażeniem życia, koczowało ok. tysiąca osób. Nadano im przydomek "robinsonowie warszawscy". Na strychach lub w piwnicach ocalałych domów, kryli się zarówno pojedynczy śmiałkowie, jak również całe grupy uciekinierów. Żyli w ekstremalnych warunkach, pozbawieni wody i żywności, w strachu przed wykryciem. Najwięcej - 37 osób, ukrywało się w piwnicach domu przy ulicy Siennej. Najsłynniejszym spośród warszawskich robinsonów był pianista Władysław Szpilman. Znalazł schronienie w domu przy Al. Niepodległości 227/233 róg ul. Filtrowej, w którym wcześniej zastał wybuch powstania. Od 16 listopada 1944 do 17 stycznia 1945 przebywał na strychu domu przy ul. Sędziowskiej 2, w którym pomógł mu się ukryć i dostarczał jedzenie, niemiecki oficer - kapitan Wilm Hosenfeld.

W styczniu 1945 roku Polskę obiegła wiadomość o wkroczeniu I Armii WP do lewobrzeżnej Warszawy. Wkrótce, w nadwiślańskie gruzowisko wkroczyli pierwsi ludzie. Wędrowali między zgliszczami i hałdami gruzu, aby dotrzeć do ruin swych domów. Wspinali się po gruzowiskach, niczym po górskich szczytach, nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo - zarówno młodzi, jak starzy, kobiety i dzieci. Przemierzali setki kilometrów, by rozpocząć życie na nowo - zamieszkać w zgliszczach i ruinach, które kiedyś były Warszawą. "Jak za pradawnych lat, ogień i dym zwiastowały obecność człowieka"  - stwierdził niegdyś, narrator filmu dokumentalnego o czasach odbudowy. To właściwe porównanie, które pobudza wyobraźnię. Nie było kropli wody, iskry ognia, często dachu nad głową, a jednak do Warszawy powracali ludzie. Z walizami, tobołami i workami na plecach, wypełnionymi resztkami rzeczy osobistych, wracali do ukochanego miasta, z nadzieją, że odnajdą dawny dom i pokiereszowany dobytek. Do Warszawy powracali byli więźniowie hitlerowskich obozów, żołnierze Armii Krajowej, których niebawem czekały przesłuchania i stalinowskie więzienie.

W lutym 1945 roku liczba mieszkańców Warszawy wynosiła 174 tys., w marcu 241 tys., a dwa miesiące później już 366 tysięcy. W bardzo krótkim czasie Warszawa ożyła - często mówi się - zmartwychwstała. Stało się to dzięki niezłomnej woli Jej mieszkańców, których życzeniem była odbudowa miasta. Przecież, już Szekspir pytał: "Czym byłoby miasto, gdyby nie ludzie?". Na podstawie prezentowanych obok fotografii, odpowiedź nasuwa się sama - nie byłoby miasta.

Ogrom zniszczeń wojennych Warszawy jest trudny do wyobrażenia. 20 milionów sześciennych gruzu, zalegającego ulice, to martwa liczba. Poznajmy wspomnienia ludzi, którzy odważyli się wrócić do Warszawy w 1945 roku.

Generał Stanisław Nałęcz-Komornicki (1924-10.IV.2010) - żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, od jesieni 1944 r. oficer I Armii LWP, powrócił do rodzinnego miasta w 1945 r. Po latach, wspominał wędrówkę wśród ruin:

 

"Ta cisza była inna. Martwota i pustka dopełniły dzieła zniszczenia. Śnieg białymi płatami leżał na hałdach gruzu, na olbrzymich niewypałach bomb. Woń spalenizny i odór rozkładających się ciał unosił się nad Rynkiem. Każde stąpnięcie odbijało się echem, każda obsuwająca się pod nogami cegła - łoskotem. Słyszałem własny oddech, gdy nie zważając na miny przedzierałem się przez bezdroże gruzów w kierunku Freta. Nie było tu żadnych napisów ostrzegawczych, nie było śladu ludzkiej stopy tylko ten przysypany śniegiem kurhan bezładnie rzuconych starych gotyckich cegieł i strzaskanych kamiennych portali. Na Żoliborzu gruzów było mniej. Niemcy poprzestali tu na spaleniu budynków. Przeszedłem przez pusty i wymarły plac Inwalidów. Mój dom na Krasińskiego 8 był doszczętnie wypalony i rozbity przez artylerię. Tuż obok olbrzymi lej od bomby, a na jego dnie przysypane śniegiem miniaturowe jeziorko. W parku u podnóża g6ry czerniały spod śniegu krzyże. Przebiegłem wśród nich, czytając z biciem serca znajome nazwiska. Tu kolega szkolny, tu sąsiadka z naszego domu, profesor gimnazjalny. Czyżby... Matka? (...)

Brama nie była zamknięta i stojąc przed domem widziało się skrawek pogrążonego w wieczornym półmroku podwórza. Dom wydawał się jakiś niższy, wierzch jego fasady sterczał na tle wieczornego nieba jak postrzępiona grań skalnego urwiska. Tu i ówdzie jak wielkie liszaje trzymały się jeszcze płaty tynku i resztki gipsowych sztukaterii. Nad samym sklepieniem wystawały z muru żelazne kroksztyny nieistniejącego balkonu. Zastanawiałem się, jak wyglądał ten dom dawniej. Powinienem był to przecież pamiętać. Podniosłem podróżny pakunek i wolno zagłębiłem się w mrok bramy. Było pusto i zalatywało spalenizną. Wąska ścieżka wiła się skrajem podwórza okrążając wysoką hałdę gruzu spiętrzoną w miejscu gdzie powinna być oficyna. Klatka schodowa była ciemna. Dopiero kiedy postawiłem stopę na pierwszym stopniu starych wydeptanych schodów, skrzypnęły znajomie. Każde nowe skrzypnięcie potęgowało wzruszenie. Kiedy stanąłem przed starymi, odrapanymi drzwiami serce biło mi tak mocno, że jego uderzenia sprawiały mi wprost fizyczny ból. Ciemny korytarzyk i znów drzwi; kiedy je pchnąłem powiało chłodem. Pod stopami wyczułem gruz a przede mną otwierała się przepaść. Wróciłem do ciemnej sieni i po omacku odnalazłem drugie drzwi, które kiedyś prowadziły do kuchni. Otworzyłem je. W twarz uderzył ciepły powiew. Na ścianie drgał odblask ognia palącego się na kominie. Przy stole dostrzegłem kilka postaci. Był moment, że wszyscy zastygli w bezruchu. Nie widziałem twarzy. W nikłym świetle srebrzyły się tylko bardzo siwe włosy i była cisza tak wielka, że aż przerażająca. W tej ciszy usłyszałem nagle szloch i jedno jedyne słowo - własne imię wypowiedziane ustami mojej matki. Wróciłem!

Od tamtych czasów minęło już tyle lat i kiedy jadąc mostem Poniatowskiego widzę odbijające się w Wiśle tysiące warszawskich świateł, zawsze ogarnia mnie wzruszenie. Pamiętam ten dzień 1 września 1939 r. kiedy światła Warszawy nagle zgasły. Wszystkie jednocześnie. Warszawę spowiły cmentarne mroki. A potem po jednym zaczęły się znów zapalać. Ilu lat trzeba było, by zapłonęło ich tyle."

 

Andrzej Kaniecki - dowódca plutonu dowodzenia w 1 pułku artylerii lekkiej, znalazł się w gruzach Warszawy, tuż po Jej wyzwoleniu. Wystarczyło kilka godzin obecności w mieście i obserwacja, powracającej do rodzinnego miasta ludności, by mógł stwierdzić, że "tego miasta nie da się zniszczyć".

 

      
Życie mieszkańców po powrocie do zniszczonej Warszawy, źródło: "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" B. Bierut
 
Życie mieszkańców po powrocie do zniszczonej Warszawy, źródło: "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" B. Bierut
 
Kolejka po wodę w zrujnowanej Warszawie, źródło: "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" B. Bierut
 
Kobieta wróciła w ruiny swego domu, źródło: "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" B. Bierut
 
 
Mieszkańcy na własną rękę, rozpoczęli pierwsze prace przy odbudowie, źródło: "MDM-Marszałkowska 1730-54" S. Jankowski

Bibliografia▼▼

"Przewodnik po powstańczej Warszawie" Jerzy S. Majewski; T. Urzykowski

"Historia Warszawy" M.M. Drozdowski; A. Zahorski

"Realizm Socjalistyczny w Warszawie" J. Zieliński

"Stolica" nr 3; 15.I.1967



     
Życie odradza się w Warszawie, źródło: "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" B. Bierut

 

Janina Naumienko, wspominała powrót do Warszawy:

 

"Ruszyliśmy do miasta, jeśli te zwały gruzów można nazwać miastem. Szliśmy Górnośląską, przy schodkach na skarpie wisiały rozwieszone w poprzek ulicy dywany - stanowiące chyba osłonę przed Obserwacją... Miasto było martwe. Nikogo, żadnej żywej istoty, nawet wrony czy wróbla. Cicho i pusto. W jednym miejscu na jezdni zobaczyłam jakieś dziwne przedmioty, podobne do odwróconych talerzy. Nie zdając sobie sprawy, co robię, chciałam na jeden nastąpić, lecz w ostatniej chwili por. Kalita chwycił mnie za rękę. To były miny. Później widzieliśmy ich więcej.

(...) Chyba już po 12.00 dotarliśmy do gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego przy Al. Jerozolimskich. Ze zdjęć lotniczych mąż wiedział, że budynek ten ocalał i celem jego podróży do Warszawy było zabezpieczenie go i wszystkiego, co ewentualnie w nim pozostało. Gdy weszliśmy do hallu wejściowego, ze wzruszeniem stanęłam przed wielkim freskiem Cybisa i Zamoyskiego: wojowie Bolesława Chrobrego wbijają pale graniczne w nurt Odry. Tego właśnie dnia, ten znany mi widok chwytał za gardło, miał coś z symbolu. Przypominał, z jakim trudem udało się pracownikom WIG w czasie okupacji uratować go przed Niemcami. Fresk przetrwał niemieckie władztwo i zniszczenie miasta. Ukazywał obraz, który lada dzień - byliśmy o tym przekonani - miał zostać powtórzony nad Odrą.

(...) Mąż zaproponował, abyśmy się udali do naszego mieszkania na ul. Pługa. Opuściliśmy je, uchodząc przed gestapo, na trzy miesiące przed powstaniem. (...) Już po dwóch godzinach spotkaliśmy na Pługa pierwszych ludzi. To dawni mieszkańcy naszego domu zaczęli wracać. Każdy krzątał się, aby wyszykować sobie jakieś schronienie na noc. Warszawiacy wracali do swego miasta. Ja musiałam jeszcze tego wieczoru wracać do pracy, do Lublina. Gdy kilka dni później znów przybyłam do Warszawy, miasto zaczynało już żyć. U zbiegu Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej było targowisko, w stojącym w poprzek ulicy tramwaju znajdował się bar, można było zjeść gorącą zupę, a tuż obok uczesać się, zrobić trwałą ondulację, manicure... "

 


 

Film "Odrodzenie Warszawy - znów jest siłą!", prezentuje życie Stolicy w pierwszych miesiącach po wojnie. Obrazy taśmy filmowej potwierdzają przerażający bilans zniszczeń. Liczby są martwe, zaś film to żywe świadectwo.

 

Film "Wędrówka 1947". Bardzo szybko zniszczone ulice zapełniły się gwarem przechodniów, hukiem samochodów. Na rogach ulic pojawili się milicjanci z wydziału ruchu drogowego, niezbędni w obliczu narastającego ruchu ulicznego.

 

Chęć powrotu mieszkańców do zrujnowanej Warszawy, pozwoliła na rozpoczęcie pierwszych prac przy odbudowie. Jeszcze przed defiladą wojskową 19 stycznia 1945, rękami żołnierzy I Armii WP oczyszczono z gruzu Aleje Jerozolimskie, ulicę Marszałkowską, Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat - do marca oczyszczono 45 km ulic. Polsko-radzieckie jednostki saperskie liczące 4,5 tys. żołnierzy i oficerów, rozpoczęły rozminowanie zabudowy. Do 10 marca 1945 r. z niemieckich min oczyszczono 990 bloków i 102 obiekty o szczególnym znaczeniu, rozminowano 453 km ulic.

Wydarzenia roku 1945 i ich późniejsze skutki, udowodniły zwycięstwo Warszawy nad hitlerowskim barbarzyństwem. Życie przezwyciężyło śmierć. Światło odbudowy, przyćmiło mrok zgliszcz i gruzowisk.

 

| 11 lutego 2011 | 19:22

 

© Copyright Mateusz Szczepaniak · naszaStolica.waw.pl · Historia · | O mnie, o stronie | Kontakt | Sąsiedzi | Źródła |